Dziś dokończyłam słuchania książki audio: "Zmierzch" S. Meyer, czytanej przez Annę Dereszowską. W sumie z przerwami nagrania słuchałam jakieś 2 tygodnie. Zapewne wysłuchałabym w jedną dobę, gdyby to było moje pierwsze zetknęcie z sagą. Tym razem, mając już sagę pochłoniętą, mogłam sobie pozwolić na robienie przerw na obowiązki oraz fanowskie szaleństwo tu i tam.
Zmierzch w formie audio bardzo przypadł mi do gustu. Raz, że miałam niezwykły komfort - nie musiałam siedzieć z książką w ręku, mogłam robić wszystko to, co nie zaprząta umysłu, a dwa - miałam nad wyraz ciekawe i niektóre nowe, nieznane mi wcześniej, doznania emocjonalne.
Dlatego korzystałam z każdej wolnej chwili - przygotowywanie posiłków, sprzątanie, mycie naczyń, zębów, odkopywanie samochodu spod góry śniegu, oraz nocą podczas zasypiania. Gdy sen zaczynał brać górę nad czytanym tekstem, wyjmowałam słuchawki z uszu.
Notabene dziś miałam dziwny sen - śniło mi się, że byłam z Edwardem! Przyglądałam się sobie w lustrze. Miałam czerwone oczy i byłam nadnaturalnie piękna. Po chwili spojrzałam na swój brzuch, pogładziłam go i wtem BĘC - brzuch raptownie się powiększył, a w środku coś się ruszało.
Dziwne - ostatnio skupiałam się na Twilight, a nie na Breaking Dawn. Ale ten sen - to było coś tak bardzo niezwykłego, że postanowiłam takie sny opisywać, jak tylko mi się przyśnią. Nie mogę odżałować, że nie zrobiłam tego dziś rano, tuż po obudzeniu. Teraz nie pamiętam szczegółów. W każdym razie - możecie sobie wyobrazić - ja i Edward razem? Ja wampirzo piękna, a w brzuchu Renesmee? Tylko z drugiej strony skąd miałaby tam być, jeśli byłam wampirem, a nie człowiekiem? Dziwne, doprawdy dziwne.
Wróćmy do audio. Audio, podobnie jak książka, porywa swoją treścią oraz poraża swoją przepastną emocjonalnością. Anna Dereszowska jest znakomita. Jej ciepły niski głos daje ukojenie, a jednocześnie sprawia, iż dojrzała kobieta może poczuć się Bellą. Przecież w zamierzeniu sagi jest czuć się właśnie Bellą. Czułam się nią, a może i czuję cały czas...
Pani Anna zakomicie oddaje nastrój książki, efektywnie manipuluje głosem, potrafi wywołać ciarki na plecach, uśmiech oraz łzy w oczach. To oczywiście głównie zasługa Stephenie, ale umiejętne operowanie głosem, piękna dykcja narratora oraz emocjonalny ton dialogów to już zasługa pani Dereszowskiej.
Dlatego właśnie wersji audio dobrze się słucha. Szczególnie odpowiada mi głos Belli - za każdym razem perfekcyjnie dopracowany w stosunku do fabuły. Głos Edwarda początkowo wydaje mi się dziwny. Pani Anna prezentuje go jako dość niski, właściwie niemal Edwardzi baryton. Najpierw nie mogę się przyzwyczaić, ale wreszcie dochodzę do wniosku, że taki głos jest odpowiedni. Raz, że wyróżnia się w dialogach, a dwa, że jest inny i charakterystyczny, chociaż w pierwszym etapie słuchania nienaturalnie niski, jak na czytającą go kobietę. Mimo, iż jestem przyzwyczajona do nadzwyczaj słodkiego głosu Roberta Pattinsona (w roli Edwarda - głosem też trzeba umieć grać, a Robertowi idzie to aż za dobrze! Na dźwięk jego głosu w filmie zwyczajnie mdleję z rozkoszy.

), głosu przy którym jeżą mi się wszystkie włoski na ciele, głosu, który wydaje mi się napiękniejszy na świecie (ależ dobrali aktora - to zachwycające!), ostatecznie przyzwyczajam się do tembru pani Anny.
Pozostałe głosy również są modulowane. Spodobał mi się na przykład ten Jacobowy - jakżesz inny od Edwardziego. Jakżesz ludzki, człowieczy, indiański, ciepły, naturalny. Charlie natomiast ma głos dość twardy, szorstki, męski. Zwykł był mówić szybko, stanowczo, jak przystało na samotnego policjanta, który nie daje ujść niepotrzebnej emocjonalności.
Nie wiedzieć czemu coraz bardziej podoba mi się postać Renee, choć jest jej tak malutko. Ciekawa jej jestem. Jej bystre oko, spostrzegawczośc i wrażliwość - byłby z niej całkiem niezły wampir o ponadprzeciętnych talentach. Myślę, że potrafiłaby odczytywać emocje lepiej niż Jasper, a ponadto miałaby i inne uzdolnienia. Być może w nieopisanej przyszłości - byłaby wampirem, gdy tymczasem Charlie zostałby wilkołakiem (z wiadomych względów

). Tak to właśnie widzę, ale to już świat fan fiction. Chyba powinnam napisać ciąg dalszy, ale pewnie takich jest już pełno.;D
Można by powiedzieć - ale cóż takiego takie audio, przecież lepiej czytać samemu i samemu we własnym umyśle i sercu tworzyć obrazy. Oczywiście, że tak! Uważam nawet więcej - jest to wskazane. Lecz w niektórych sytuacjach, właśnie w sytuacjach szczególnych więzi emocjonalnych z daną literaturą, fajnie jest mieć szersze perspektywy niż swoje własne i oddać się piastuńskiemu, opiekuńczemu uściskowi czytającego. Choć wolałabym by to Edward mi czytał.;D
Tak właśnie się oddałam. Dlatego, choć pewnie to dziwnie wyglądało (bo słuchawek w zasadzie nie widać) to niejednokrotnie śmiałam się rozbawiona, czy też leciały mi łzy wzruszenia, a już najwspanialsze były te wszechogarniające ciarki. Gdy łapią ciarki to jednoznacznie sygnał, że coś jest naprawdę dobre.
Książkę audio polecam każdemu fanowi sagi. Fanowi, który podobnie jak ja, nie jest w stanie wyjść spod jej miażdżącego czaru. Gdy to czar ten trzyma tak mocno, iż świat zdaje się być całkiem czym innym niż jest. A może jest czym innym, tylko o tym jeszcze nie wiemy?