Moja książka Córka Farmera
Córka Farmera
Rodział I
Od zawsze, wszyscy uważali ją za dziwaczkę. Od lat zastanawiała się, dlaczego? Czy to przez to, że zajmowała się farmą, czy też powodem było jej pochodzenie? Zgadza się. Miley była pół amerykanką, a pół latynoską. Jej korzenie sięgały nawet przodków z Włoch czy Francji.
Nie była ona zwykłą siedemnastolatką. Było w niej "coś",jak to ujmowali niektórzy z wioski. Burza ciemnych włosów, zielone oczy, piegowata twarz i mały, koci nosek odróżniały ją od reszty dziewczyn. Zawsze uśmiechnięta i ubrana w poplamione ogrodniczki. Nie interesowała ją moda czy show biznes. Nie chciała być popularna i sławna. Po co to komu? Idąc na ulicy, musiałaby chować się pod ciemnymi okularami, jeśli chciałaby spokojnie przejść na drugą stronę ulicy. Miley była realistką. Nie wierzyła w żadne czary mary, fiku miku. Nie udawała kogoś, kim nie była. Zawsze znała swoje miejsce w grupie. A właściwie była typem samotnika. Na przerwach śniadaniowych siedziała w kącie, zajadając kanapkę z marmoladą.
Sama zajmowała się farmą i zwierzętami. U ojca wykryli raka wątroby. A siostra, no tak. Miley miała siostrę. Jessie była niską blondynką i kochała imprezować. Nocami balowała, a za dnia odsypiała nieprzespaną noc. Poza nimi dwoma, była jeszcze ciotka Sara. Pulchna szatynka.
Wybiła północ, a Miley jeszcze pisała w pamiętniku. Wyjrzała przez okno i zobaczyła Jessie idącą pod ramię z jakimś chłopakiem. Przyjrzała mu się baczniej i oniemiała. Wysoki blondyn. Ozzy!-krzyknęła w myślach, rzuciła "lekturę" i zbiegła na dół. Szła szybkim krokiem przez podwórze. W końcu przystanęła i złożyła ręce.
-Co to ma znaczyć?-mruknęła-Najpierw Christina i Jersey, a teraz on? Mój jedyny przyjaciel? Dlaczego ty mi wszystko zabierasz?!-wrzasnęła. Siostra uśmiechnęła się parszywie i wybełkotała:
-Uspokój się. My tylko...-nie dokończyła, tylko pocałowała zdezorientowanego chłopaka. Miley naszły do oczu łzy. Odwróciła się na pięcie i pobiegła w stronę lasu.
Słońce zaczęło świtać, a dziewczyna wstała z kępy paproci. Otrzepała się i ruszyła w stronę domu. Bez słowa weszła do kuchni i zabrała się za jedzenie. Grzebała w jajecznicy, a ojciec zmarszczył czoło i spojrzał na nią znad talerza.
-Wszystko okej?-zapytał z troską w głosie. Miley podniosła wzrok i powiedziała drżącym głosem:
-W jak najlepszym porządku.
Michael westchnął i zaczął:
-Lekarze powiedzieli, że z farmy nici. Musimy się przeprowadzić.
-Jak to?
-Wyprowadzamy się do Nowego Jorku.
+ Rozdział II
Samochód zatrzymał się przy jednym z białych domów. Miley wysiadła z auta i ruszyła w jego stronę. Ostrożnie weszła po marmurowych schodach i rozejrzała się po ganku. Biała farba łuszczyła się, a drewno było spróchniałe. Dziewczyna pchnęła lekko drzwi, a te z hukiem opadły na ziemię. Wnętrze domu nie przypominało go z zewnątrz. Meble były starannie wyczyszczone i wszystko lśniło. W tejże chwili poczuła niesamowity odór. Stęchlizna.
Dziewczyna szła szkolnym korytarzem ze spuszczoną głową. Czuła na sobie wzrok wielu osób. W pewnym momencie jej książki spadły na ziemię. Skłoniła się, aby je podnieść. Kilku chłopaków zaczęło gwizdać uwodzicielsko. A ona szybkim krokiem ruszyła w kierunku klasy.
-Witam.-nauczyciel wręczył jej plan zajęć-Hej,hej!-starał się uciszyć młodzież.-To wasza nowa koleżanka, Miley Trumnic. Zajmij miejsce obok..-wzrok zatrzymał na niskim brunecie z kolczykiem w brwi-usiądź koło pana Marcela. No już, wypluj gumę.-zwrócił się do chłopaka. Dziewczyna wykonała polecenie nauczyciela i już po chwili siedziała w ławce. Brunet przyglądał się jej z pogardą. Kiedy zadzwonił dzwonek, towarzysz zerwał się i podbiegł do białowłosej. Szeptali coś między sobą. Dziewczyna podeszła do Miley i wyciągnęła rękę.
-Hejka. Fajne ogrodniczki.
-Mniej sarkazmu?-poprosiła grzecznie.
-Okej. Nazywam się Lucy, ale mów mi Lola. A to jest Misza.
-Miley.-przedstawiła się - Czy ja Cię wcześniej nie widziałam?-zapytała znacząco Marcela.
-Taa, chyba w twoich snach - odburknął, a Lucy puściła mu wściekłe spojrzenie.
-Co robisz dzisiaj wieczorem? - nowa koleżanka nie dawała jej spokoju - Bo my wybieramy się na kręgle i się zastanawiam czy nie chciałabyś pójść z nami?
Miley zamilkła.
-Jasne. Chociaż nie, przepraszam ale nie mogę - jednocześnie zmieniła zdanie.
Misza obrzucił ją piorunującym spojrzeniem. W jego oczach rysowała się wściekłość.
-Dlaczego? - zapytała Lola.
-Wszystko okej. Muszę iść. Tata czeka z obiadem - zaczęła zbierać swoje rzeczy i po chwili mijała szkołę. Do domu miała niecałe dwie mile. Szła poboczem i oglądała niebo, gdy zza zakrętu wyłoniła się terenówka pełna młodzieży. Miley odwróciła się w ich stronę i patrzyła na całe zdarzenie. Wszystko potoczyło się błyskawicznie. Pijane dzieciaki walnęły samochodem w drzewo. Dziewczyna odruchowo tam podbiegła. Większość osób zdążyło wydostać się z auta, ale ktoś krzyczał "Zostali tam!". Potem był tylko płacz i zamęt. Miley sama wyciągnęła z samochodu nieprzytomnego chłopaka. Pochyliła się nad nim i spojrzała na jego twarz. Delikatne rysy, ciemne włosy i niesamowicie jasna karnacja. Zza jego głowy, po ziemi ciekła wąska stróżka krwi. Wszyscy naokoło panikowali. Wieczorem Miley rozmawiała z Debi, koleżanką z przedszkola.
-Przy nim czułam się bezpiecznie... - wyszeptała do słuchawki, tak aby nikt nie usłyszał. Czekała na inną odpowiedź, ale jej przyjaciółka powiedziała:
-Nic dziwnego, spójrz prawdzie w oczy. Nie pasujesz tam. Będę z tobą szczera. Nigdzie nie pasujesz! Jesteś typem samotnika! Nie powinnaś była go ratować.
-Słucham?-wydawała się zdziwiona - Nie mogłabym go tak zostawić!Ale ty na pewno -
krzyknęła do słuchawki i ją rzuciła. "O boże! To pierwszy objaw agresji!" - pomyślała. Wtedy do kuchni weszła siostra:
-Spokojnie mała - wybełkotała.
-Piłaś! - naskoczyła na nią Miley. Jessie zaśmiała się i opadła nieprzytomna na kanapę. "Oczywiście, wszyscy śpią w najlepsze tylko nie ja!"-pomyślała i poszła do swojego pokoju. Na jej łóżku siedział Rolfie. Dziewczyna pogłaskała go po głowie. Po chwili już i ona spała.
Miley szła szkolnym korytarzem,gdy ktoś złapał ją za ramię. Odwróciła się. Przed nią stał chłopak,którego uratowała.
-Dzięki. - mruknął - Dzięki Tobie jeszcze tu stoję.
Dziewczyna przyglądała się mu, a on szybkim krokiem odszedł. Wtedy Miley znowu miała towarzystwo. Lola i Misza wyrośli jakby spod ziemi.
-Cześć! - powiedziała wesoło Lucy natomiast Marcel nie odezwał się w ogóle - Słyszeliśmy, że uratowałaś Kurta. To miło z twojej strony, ale to jest kompletny frajer. "Aaa, jestem mistrz unio!" - zacytowała go przez co Miley się zaśmiała.
-Skąd jesteś? - Misza zapytał. Dziewczyny spojrzały na niego.
-Z Wisconsin.
-Masz rodzeństwo?
-Siostrę.
-Rodzice?
-Ojciec, mama nie żyje! Coś jeszcze!? - krzyknęła i odbiegła. Lola pobiegła za nią i ją zatrzymała.
-Przepraszam za niego... On nie chciał... Tak mi przykro... - powiedziała jednym tchem dziewczyna.
-Do jasnej cholery! Nie potrzebuję niczyjej litości! I co z tego, że nie żyje moja mama, skoro to i tak nic by nie zmieniło?! Zawsze będę dziwadłem!
Lucy słuchała wszystkiego uważnie:
-Nikt nie mówi, że jesteś dziwna... Wiesz.. To dużo zmienia... - Miley spojrzała na nią uważnie. - Wiem jak to jest żyć bez matki. Odeszła ode mnie i mojego brata, kiedy miałam pięć lat,a on osiem. Jakoś sobie musieliśmy radzić... Nikt nie mógł dowiedzieć się, że mieszkamy sami...Rozdzieliliby mnie i Shane'a. On pracował, ja sprzątałam i gotowałam. Ale ktoś doniósł... Policja przyjechała w nocy... Było ciężko, ale wygraliśmy i nie rozdzielili nas. Wręcz przeciwnie... Dołączyli do nas Miszę i przydzielili opiekuna. Udało się nam.. Nie przejmuj się...
-Gdzie on teraz jest? - zapytała Miley, ale po chwili pomyślała że źle zrobiła.
-Wyjechał na studia. Niebawem wróci, to go poznasz - uśmiechnęła się.
+ Rozdział III
Dziewczyny siedziały w kuchni i zajadały się kanapkami, gdy zadzwonił telefon Loli. Odebrała z ociąganiem.
-Hej! Jasne, już jadę. - mówiła do słuchawki. Po chwili się rozłączyła.
-Shane wrócił. Jedziesz ze mną? - rzuciła na odchodnym.
-Nie - Miley uśmiechnęła się i zamknęła drzwi za koleżanką.
Lola i Miley szły razem chodnikiem, a za nimi szedł Misza, który starał trzymać się z boku. Trumnic schyliła się po błyszczyk, który jej spadł, gdy ktoś stanął naprzeciw niej. Miley wyprostowała się i ujrzała opalonego bruneta. Był wysoki, miał głęboko zielone oczy i krótko przystrzyżone włosy. Dziewczyna przyjrzała się mu, a on jej. Nagle "boski" zaczął się śmiać i wyciągnął rękę w stronę Miley. W jego dłoniach pojawiła się słoma.
|